Janusz Józefowicz o teatrze, intuicji i …

Janusz_Jozefowicz_01

 

Teatr, jedna z najszlachetniejszych sztuk, a jednocześnie dobry biznes. Jak Ci się udało stworzyć jeden z najpotężniejszych, prywatnych teatrów w Polsce?

Tak naprawdę, przeprowadziliśmy eksperyment w 1992 roku, zakładając teatr pierwszy w Polsce całkowicie prywatny. Zaryzykowaliśmy wszystko, ale udało się. Ku zaskoczeniu większej części naszego środowiska okazało się, że możliwe jest funkcjonowanie teatru bez państwowych dotacji.

Właśnie, jako jedyni w Warszawie, nie macie dotacji z miasta. Dlaczego?

To trzeba sobie „wychodzić”, a ja się do tego nie nadaje. Jestem skupiony na tworzeniu, nie chodzeniu po urzędach i uśmiechaniu się do ludzi rozdających nie swoje pieniądze…To nie dla mnie! Faktem jest, że dwadzieścia trzy lata udawało się funkcjonować bezpośrednio w relacji z widzem. Dawaliśmy mu, to, czego oczekiwał, za cenę biletu. W tamtych czasach spotykaliśmy się z wieloma zarzutami, że jak tak można kalać własne gniazdo i udowadniać, że bez wyciągania ręki po pieniądze do władz można funkcjonować. Wtedy wszyscy tak robili, a my nie, to wielu przeszkadzało. Zawsze uważałem, że skoro jesteśmy instytucją komercyjną, to musimy się sami utrzymać.

Wasza idea jest bardzo szlachetna i się sprawdza, a czy władze miasta nigdy nie próbowały z Wami współpracować, chociażby wykorzystując popularność Buffo do promocji stolicy?

Urzędnicy mają władzę tam, gdzie kierują publiczne pieniądze, tworzą się strefy wpływów. Nie patrzą na miasto jako całość .Do nich należą teatry miejskie, więc za publiczne pieniądze drukują plakaty z repertuarem tych teatrów, pomijając inne. Informacja jest więc nie pełna, wprowadza widza w błąd .A przecież my jesteśmy częścią Warszawy, dajemy pracę ludziom, płacimy podatki, na nas zarabiają taksówkarze, restauracje . Przez całe lata wycieczki do Warszawy miały w programie spektakl Metro, przyjeżdżały całe szkoły, domy kultury, kluby kulturalne i miasto na tym zarabiało.

Na spektakle Buffo trzeba rezerwować miejsca co najmniej kilka tygodni wcześniej. Co stanowi tajemnicę takiej popularności?

To chyba trzeba widzów zapytać…

A ja nadal pytam Ciebie…

Staramy się to, co robimy robić w sposób uczciwy, rzetelny, po prostu dobrze. Wymagamy  wiele od siebie i naszego zespołu i wydaje mi się, że  widz to czuje i docenia. Na spektaklach Buffo wytwarza się przyjazna atmosfera, dlatego ludzie dobrze się tu czują i chcą więcej…

To jest to otwarcie na widza, którego często brakuje w teatrach?

Myślę, że jest to też kwestia repertuaru. W Buffo gramy oryginalne polskie musicale, komedie muzyczne i koncerty. Staramy się dawać widzom rozrywkę na najwyższym poziomie, a  zastrzyk dobrej energii ,który od nas otrzymują sprawia, że wychodzą od nas uśmiechnięci. Ja jestem facetem od rozrywki. Tak się kiedyś zdefiniowałem i tego się konsekwentnie trzymam…

Na tę godzinę, półtorej trwania spektaklu, koncertu widz zapomina o troskach, problemach, codzienności…

Mam taką nadzieję, bardzo się w każdym razie staramy by tak było. Wieczory w Buffo to cykl koncertów, podczas których razem z naszymi widzami tańczymy i śpiewamy .Granica między sceną i widownią zaciera się , a widzowie czują się integralna częścią artystycznego zdarzenia. Atmosfera tych koncertów jest niepowtarzalna.

 

Jakbyś miał porównać sztukę lat 90-tych, kiedy powstawało Buffo i współczesną to…?

To były zupełnie inne czasy! Wszystko się zmieniło, świat się zmienił. Wtedy te szare, smutne ulice, smutni ludzie… Pamiętam jak doznałem kiedyś szoku, jak zobaczyłem idącą ulicą kobietę, która była uśmiechnięta …Dlatego teatr i oczekiwania względem niego były zupełnie inne. Teraz widz kupuje bilet i chce otrzymać konkretny produkt najwyższej jakości.

Każdy Twój projekt staje się wielkim sukcesem. Najpierw Metro, Creazy for you, Przebojowa Noc, wieczory tematyczne Buffo, teraz Polita. Jak Ty to robisz?

Właśnie, że nie każdy staje się sukcesem. Na przykład spektakle, które najbardziej lubiłem w Buffo czyli Brel, Panna Tutli Putli, Tyle Miłości, wcale nie cieszyły się takim zainteresowaniem na jakie liczyliśmy. Tak jest w tej branży, nikt nie jest alfa i omegą, nikt nie wie czy coś będzie sukcesem czy nie. Nie mam wiedzy, mam intuicję, odpukać!

A Polita? Jest sukcesem?

I tak i nie… W Internecie piszą „ Kolejna klęska Józefowicza”, „Kolejna porażka Urbańskiej”. Sukces powinien być sukcesem… Trzeba nazwać rzeczy po imieniu…

A dla widza? Jest sukcesem?

Zagraliśmy 50 spektakli na Torwarze sprzedając ponad sto tysięcy biletów i o tym nikt nie napisał. Nikt. A przecież nikt nigdy nie zagrał tyle spektakli na Torwarze.

Jak została odebrana w Rosji?

Właśnie fenomenalnie! Dawno nie miałem takich recenzji jak w Petersburgu. Tak samo w Niemczech. Docenili rewolucyjność tego przedsięwzięcia, docenili pierwszy spektakl w technologii 3D.

Dokąd jeszcze pojedzie Pola Negri?

Przed chwilą wróciłem z Niemiec, tam omawiałem trasę Poli Negri: Szwajcaria, Austria, Niemcy. Rozmawiamy z Koreą Południową, Australią, Stanami. Wierzę, że ta technologia w połączeniu z historią Poli Negri może być interesująca dla widzów na całym świecie. Coraz więcej osób przyjeżdża oglądać ten spektakl do Rosji i jestem absolutnie przekonany, że technologia 3D jest stworzona dla teatru muzycznego. Myślę ,że prędzej czy później jakiś kolega po fachu ze Stanów czy Chin sięgnie po tę technologię, żeby pokazać czyjąś historię…

Dzięki tej innowacji w sztuce można zauważyć większe zainteresowanie wśród sponsorów?

Nie miałem głowy do szukania sponsorów, kiedy firmy zamykały swój budżet reklamowy, ja siedziałem w studiu i badałem możliwości, jakie stwarza technologia 3D. Bardzo pomogła nam Agnieszka Odorowicz, prezes Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, która uznała, że sam temat biografii Poli Negri jest na tyle interesujący i pełni charakter edukacyjny, że warto wspierać ten projekt. Polita była wystawiana na Torwarze podczas Euro 2012 i mogła być zaprezentowana szerokiej publiczności z zagranicy jako nasz wyjątkowy, polski produkt, ale ta szansa została zaprzepaszczona. Nikt nas nie poparł, mimo że interweniowaliśmy u władz miasta. Nikt nie by zainteresowany promocją, a przecież szkoda, że jak mamy się czym pochwalić, to tego nie wykorzystujemy.

Niedawno z Januszem Szydłowskim stworzyłeś polską wersję Legalnej Blondynki. Jak Ci się pracował przy tym projekcie? Wierzysz w powodzenie tego spektaklu?

 

To niewiele ma wspólnego z wiarą…Bilety się sprzedają, spektakl cieszy się zainteresowaniem publiczności. Kraków jest raczej poważny, „piwniczny”, teatralny, a tu spektakl musicalowy. Lekki, prosty i przyjemny. Nowy kolor na mapie teatralnej Krakowa. Sama praca nad tym spektaklem była ciężka, ponieważ nie tylko kompletowało się obsadę, ale cały zespół teatru Variete. Tworzyliśmy zespół aktorski, techniczny, administracyjny, więc gros tego czasu, który powinniśmy poświęcić sztuce, poświęcaliśmy organizacji, rozwiązywaniu problemów technicznych i personalnych Chciałem przesunąć termin premiery, ale Kraków jak to Kraków… Ciężka praca, ale się udało.

Planujesz dalszą współpracę z teatrem Variete?

Życie pokaże…  Teraz skupiam się na musicalu Piotruś Pan, który swoją premierę w 3D będzie miał w Gdyni , Romeo i Julii w Niemczech, Poli Negri w Petersburgu…

Wychowankowie Buffo przeważnie stają się wybitnymi postaciami polskiej estrady. Skąd wiesz, że warto postawić na tę właśnie osobę?

Nie wiem, obserwuje, co dana osoba robi, jak to robi i ufam przeczuciu. W tym zawodzie intuicja jest niezwykle istotna, nie wiem czy nie ważniejsza od wszystkiego innego. Bardzo często oceniam młodych ludzi nawet nie tyle po tym, co potrafią, bo najczęściej potrafią niewiele, ale po ich potencjale, stosunku do pracy, poczuciu humoru …

Na castingi zgłaszają się tysiące osób, a Ty wiesz, że to ten czy ta?

Tak.

A na kogo teraz stawiasz?

Ale gdzie…?

Na estradzie…

Nie stawiam na gwiazdy. Stawiam na spektakl. Bez względu na obsadę gwiazdą ma być sama sztuka. Tak było od zawsze, od Metra. Ono miało być gwiazdą. Obsada się zmienia, a Metro jest. Gramy, a owacja jest na stojąco.

Krążyły pogłoski o ekranizacji Metra. Co z tym pomysłem?

To jest jedna z tych rzeczy, które zawsze mam z tyłu głowy, ale nigdy nie mam na nie czasu, bo zawsze coś jest na bieżąco do zrobienia. Mam jednak prawie gotowy scenariusz i już obiecuję sobie, że to skończę.

Jaką masz wizję obsady?

Nie mam żadnej. Podchodzę do tematu pod zera.

Co w takim razie z ludźmi z pierwszego Metra? Z powodu wieku jest to już niemożliwe?

Nie ma szans. To już jest inna historia, o innych ludziach o młodości, marzeniach i pasji. Zrobię casting na każdą rolę. Z ludzkiej przyzwoitości czuję, że po dwudziestu pięciu latach grania na deskach teatru Metro trzeba uwiecznić. Teatr jest eteryczny, a kino pozostaje na zawsze.

Zawsze zaskakujesz czymś swoich fanów, jaką teraz przygotowujesz niespodziankę?

Na razie moją pasją stała się technologia 3D, nad tym chcę pracować.

 

Na Police dopiero się uczyłem, krok do przodu zrobiłem w Romeo i Julii, poszedłem odrobinę w futuryzm, a teraz Piotruś Pan. Potem może ekranizacja Metra. Taki późny debiut reżyserski…

Jaki jest Janusz Józefowicz…?

Jaki jest? Konsekwentny.  Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, mam cel i dążę do niego. Zawsze.

W takim razie dokończ zdanie.  Jestem…

Nie będę kończyć. Po prostu jestem…

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Jakubiak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *